
Pierwsze skrzypce gra tu zdecydowanie Mary natomiast nie wyobrażam sobie serialu bez Marshalla którego uwagi, zachowania i ton głosu potrafią rozśmieszyć nawet w najnudniejszym fragmencie epizodu. Stałym tłem dla produkcji jest rodzina naszej bohaterki i jej niedoszły narzeczony co do którego nie może się na dobre zdecydować. Większość postaci przewijających się przez odcinki jest zarysowanych na tyle wyraźnie, że nawet przy ich krótkiej żywotności jesteśmy w stanie zapamiętać co robiły na nieco dłużej niż 3 minuty po napisach końcowych. Dość miłym zaskoczeniem jest też dla mnie fakt, że Mary pomimo tego, że potrafi dokopać, ryczy w co drugim odcinku. Ma oczywiście ku temu powody, ale to takie w amerykańskich serialach niespotykane. Nikt z drugiej strony nie mówił, że opiekowanie się świadkami koronnymi to lekki kawałek chleba :)

Po siedmiu odcinkach muszę stwierdzić, że pomimo chwilowych spadków formy, cała seria trzyma dobry poziom. Oczywistym jest, że nie zostaniemy ani razu z wrażenia zrzuceni z fotela. Nie spodziewajmy się też kompletnie nieoczekiwanych zwrotów akcji ani zagadek rodem z Lostów. Według mnie jak na wakacyjny serial który robiony jest stosunkowo małymi nakładami finansowymi trzeba go docenić albo chociaż dać mu szansę. Mi się jeszcze nie znudziło i póki co nie widzę powodu dla które miałbym nie obejrzeć ostatniego odcinka który zaplanowany jest na koniec sierpnia.
No i dodajmy, że tak. Mary jest brzydka. I owszem, jeździ totalnie tragicznym samochodem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz